Przyglądam się wynikom 3 przetargu URE na białe certyfikaty… Tym razem zwrócili moją uwagę przegrani. Do przegranych można zaliczyć tych, których oferty zostały odrzucone i tych, których oferty zostały niewybrane. Tym razem można było jednak wygrać przetarg i zostać chyba największym jego przegranym, ale o tym nieco później.

Odrzuceni

Nie wydaje mi się, aby o 230 ofertach odrzuconych w przetargu myśleć w kategorii przegranych, choć część z nich z pewnością do takich należy. Myślę o tych, którzy popełnili proste błędy rachunkowe lub nie załączyli audytu do oferty lub nie podpisali jej przez osobę uprawnioną do reprezentacji podmiotu lub… inne tej kategorii uchybienia. Ci przegrali albo z powodu niewiedzy własnej albo z powodu błędnego wyboru partnera-audytora, który asystował przy przygotowaniu oferty. W grupie ofert odrzuconych znajdują się jednak także oferty składane z uwzględnieniem ryzyka co do interpretacji przepisów prawa przez Komisję Przetargową, czyli podmioty, które pomimo wątpliwości co do kwalifikacji swojej oferty postanowiły podjąć wysiłek i spróbować szczęścia. Tym się po prostu tym razem nie udało, ale stosowanie zasady “no risk, no gain” nie jest dla nich żadna ujmą zasługującą na krytykę.

Niewybrani

Z “imienia” poznaliśmy za to 3 podmioty, których oferty zostały niewybrane w przetargu. W tym przypadku wszystkie formalności zostały dopełnione, przedsięwzięcia się kwalifikowały do uzyskania świadectw efektywności energetycznej ale uzyskane oszczędności postanowiono sprzedać zbyt “drogo”. Na liście tej znajduje się spółdzielnia mieszkaniowa (odbiorca końcowy) oraz dwa przedsiębiorstwa ciepłownicze, które mogły startować w każdej z trzech kategorii przetargowych (często PECe startowały w roli agregatora przedsięwzięć termomodernizacyjnych na rzecz odbiorców końcowych zrealizowanych na terenie ich działalności). Być może wolumen oszczędności z tych przedsięwzięć był tak niewielki, ze nie opłacało się ich tanio sprzedawać, ale patrząc jakie wartości efektu energetycznego ω były w przetargu premiowane certyfikatami to zastanawiam się czy o porażce zdecydowała natura hazardzisty (vabank), czy chciwość, czy też brak zdolności przewidywania, matematycznych symulacji i zdrowego zarządzania ryzykiem? Wygrywali przecież nawet ci odbiorcy końcowi, którzy chcieli cztery razy więcej białych certyfikatów niż uzyskali oszczędności energii – ω = 0,244! Jak musiała być propozycja w tym przypadku, ze znalazła się poza przedziałem? Średnia wartość ω z wszystkich ofert tej kategorii ważona wolumenem oszczędności była na poziomie 0,7.
W przypadku drugiej i trzeciej kategorii przetargowej o porażkę było łatwiej, gdyż średnia wartość ω była znacznie bliższa jedynki i najlepsze wygrane oferty deklarowały wartość efektu energetycznego na poziomie 0,35, w związku z tym maksymalnie dało się sprzedać niecałe trzyletnie oszczędności energii.

Największy przegrany

Moim zdaniem największym przegranym w zakończonym niedawno przetargu jest przedsiębiorstwo energetyczne, które złożyło swoja ofertę w trzeciej kategorii przetargowej tzn. “Zmniejszenie strat energii elektrycznej, ciepła lub gazu ziemnego w przesyle lub dystrybucji” z zadeklarowaną wartością sprzedaży efektu energetycznego ω = 45,305. W mojej głowie się nie mieści absolutnie żadna racjonalna strategia biznesowa dla przyjęcia tak absurdalnej wartości. Jakie są konsekwencje złożenia takiej oferty? Sprzedajemy państwu osiągnięte przez nas oszczędności roczne za 2,2% ich nominalnej wartości. To przecież nawet mniej niż średnia prowizja dla akwizytora w handlu. Bardzo patriotyczna postawa, ale wynikała ona raczej z grubego błędu lub głupoty niż ze świadomego działania – bo przecież nie trzeba było wcale startować w przetargu by sprzedać Państwu swoje oszczędności, można je było podarować… A skoro podjęło się wysiłek przygotowania oferty, poniosło się koszty przeprowadzenia audytu i podjęło sie rywalizację z innymi to chyba nie po to, aby mieć tylko “koszty” do zaksięgowania? Są przecież prostsze i bardziej dyskretne sposoby prania pieniędzy niż udział w takim przetargu.

Rozwinę jeszcze ten wątek – podmiot wygrał przetarg i zrealizował juz przedsięwzięcie lub jest zobowiązany pod groźba kar zgłoszone przedsięwzięcie zrealizować. Uzyska za nie jednorazową premię w postaci praw majatkowych o wartości odpowiadającej 1/45 uzyskiwanych rocznych oszczędności energii. Ale to nie wszystko. Przy współczynniku akceptacji ofert na poziomie 0,3 w momencie ogłoszenia przetargu istniała pewność, że oferty z ω = 1 wygrywają przetarg. Na wstępie mamy więc do czynienia z 50-krotnym zaniżeniem swojego przychodu. Popatrzmy dalej na utracone korzyści – przecież przeszły oferty z ω = 0,35, co oznacza, ze oferent mógł zarobić nawet 129 razy więcej białych certyfikatów niż zdobył w wyniku tego przetargu. Porażające.
Pogdybajmy nieco – jeśliby założyć, że była to średnia statystyczna oferta złożona w tej kategorii przetargowej to opiewałaby na ok. 137 toe białych certyfikatów. Oznaczałoby to, że roczna oszczędności energii pierwotnej była na poziomie 260 tys. GJ (~6,2 tys. toe), co przy dobrym rozegraniu w przetargu, bez zbędnego ryzyka, mogło przynieść przychód ok. 12-15 mln zł (zamiast 130 tys.zł).
Nie mamy szans sie dowiedzieć czyja to jest oferta i dlaczego tak a nie inaczej postąpił. Nie dowiemy się też, kto jest za to odpowiedzialny – czy Zarząd, który wpisał taka wartość do deklaracji przetargowej nieświadomy konsekwencji, czy to wina audytora, który źle doradzał swojemu klientowi? Z pewnością winna jest bezmyślność i pośpiech towarzysząca składaniu ofert. Dziwi mnie jednak to, że sytuacja taka ma miejsce w kategorii przetargowej, w której uczestniczą tylko koncesjonowane przedsiębiorstwa energetyczne, które są oswojone z tematem i potrafią o wiele bardziej skomplikowane wnioski taryfowe i inne dokumenty przygotowywać.

Podsumowanie

Z powyższych rozważań można wywnioskować jak ważna jest rola wyboru odpowiedniego partnera dla naszego biznesu czy do zadania, z którym się chcemy zmierzyć. Doradztwo profesjonalistów pomogłoby uniknąć wielu błędów i część z wymienionych przegranych mogłaby dziś być w gronie szczęśliwych zwycięzców. Niestety na co dzień często oceniamy możliwości partnerów po pozorach. Zainteresowaniem cieszą się doradcy, którzy często znają się na PR bardziej niż na dziedzinie, w której doradzają. Bywa też długi łańcuch pośredników pomiędzy zamawiającym a wykonawcą, przez co są zakłócenia procesu komunikacji mogące skutkować takimi błędami,
W artykule nie wspomniałem o jeszcze jednym ważnym przegranym. Przegranym jest Państwo polskie, któremu nie udało sie stworzyć skutecznego i efektywnego systemu wsparcia efektywności energetycznej, który mógłby być bodźcem do dalszego wzrostu gospodarczego. Świadczy o tym zarówno niewielkie, kilkuprocentowe, zagospodarowanie oferowanej w przetargach puli świadectw efektywności energetycznej, jak i sprzedaż oszczędności drożej niż wynika to z ich nominalnej wartości. Nie po to stworzono przecież systemy aukcyjne.
Kolejnym przegranym jest także URE, który powołując komisje przetargową nie potrafił zapewnić odpowiedniego trybu jej pracy, aby rozstrzygnięcia przetargu były w racjonalnym czasie.